PL   |   EN   |   DE   |   ES

Piotr Froelich

WYWIAD Z KSIĘDZEM PIOTREM FROELICHEM – ABSOLWENTEM SZKOŁY Z 2001 ROKU

 

Jak potoczyły się Pana losy po ukończeniu szkoły?

 

Cóż, moje dalsze losy  potoczyły się zupełnie w odmiennym kierunku. Po zdaniu matury rozpocząłem naukę na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza  na wydziale teologicznym. Jednocześnie rozpocząłem formację kapłańską w seminarium duchownym w Poznaniu.

 

Zdarza się Panu wspominać czasy szkolne?

 

Czasy szkolne często wspominam i często o nich mówię. To był dla mnie piękny czas, w którym nauczyłem się samodzielności. Pochodzę z małego miasta – Chodzież i nie mogłem codziennie wracać po szkole do domu, więc mieszkałem przez rok w internacie przy szkole (obecnie zdaje się jest tam gimnazjum),  a dalsze 4 lata mieszkałem na stancji. Nikt z dorosłych mnie nie kontrolował. Wydatki, kieszonkowe musiałem tak wydawać, aby starczyło przynajmniej na tydzień.

Z wydarzeń szkolnych wspominam w sposób szczególny zajęcia na warsztatach szkolnych. Trwały one 5 godzin i czasami podłączenie jakiegoś układu elektronicznego było dla nas - młodych uczniów -  po prostu bajką. Zajęcia te prowadziła Pani Leonhard, u której później robiłem pracę dyplomową. Wszyscy uczniowie bardzo jej się bali, bo była bardzo wymagająca i jak układ ktoś źle połączył, to mocno na nas krzyczała. Pamiętam jak raz jeden kolega z klasy Piotr S. wrobił mnie. Urządzenia były kompletnie źle podłączone i Pani Leonhard zaczęła krzyczeć – „Co to jest?”, „Jak to zostało podłączone?” itd. A mój kolega Piotr powiedział głośno – „Widzisz mówiłem Tobie, że tak nie powinno być podłączone”.

Takich różnych sytuacji było wiele i można by napisać książkę.

 

Których nauczycieli wspomina Pan najczęściej?

 

Oprócz Pani Leonhard wspominam także Panią H. Rudnicką (wydaje mi się, że ona już nie żyje, przynajmniej tak słyszałem), była moją wychowawczynią do 3 klasy. Później, jak wybieraliśmy profil (ja wybrałem telekomunikację specjalność teleinformatyczną), wychowawcą został Pan D. Kołodziejczyk.      
Z nauczycieli wspominam bardzo dobrze Pana S. Sitka – mówiliśmy na niego hobbysta. Zawsze nam mówił, że zawód trzeba kochać, kupować różne gazety elektroniczne i próbować samemu montować różne układy elektroniczne w domu. Rzeczywiście był on pasjonatem swojego zawodu.

 

Czym się Pan zajmuje? Jaki zawód Pan wykonuje?

Obecnie jestem księdzem i duszpasterzuję w Polskiej Misji Katolickiej w Nottingham (Anglia). Jestem już 5 lat po święceniach kapłańskich.

 

Czym była dla Pana edukacja w ZSŁ?

 

Jako młody człowiek, byłem zafascynowany komputerami. Nie było wówczas technikum informatycznego, dlatego wybrałem tę szkołę. Edukacja w ZSŁ pomogła mi poznać komputer od zewnątrz i od środka, to znaczy nauczyłem się nieźle pisać na komputerze i poznałem z czego komputer jest zbudowany.        
Może wydawać się śmieszne, ale w ZSŁ nauczyłem się także pływać, pamiętam, że na pierwszym roku mieliśmy zajęcia fizyczne na pływalni.

 

W jakim stopniu edukacja w ZSŁ otworzyła Panu drogę do realizacji pasji, do samorozwoju?

Niestety,  dzisiaj nie zajmuję się żadnymi układami elektronicznymi. Czas mi na to nie pozwala. Pamiętam jednak, jak byłem w technikum, to w domu robiłem różne kombinacje elektroniczne.

 

Jakiej rady udzieliłby Pan młodym ludziom, np. naszym uczniom, stojącym przed ważnymi życiowymi wyborami?   

 

Nie pamiętam, który z nauczycieli nam mówił, ale wspominał, że jesteście młodzi, świat dzisiaj jest inny od poprzednich lat. Musicie być nastawieni na to, że w życiu będziecie musieli wykonywać różne zawody, niekoniecznie te wyuczone. I to chyba jest prawda. Dlatego uczniów zachęciłbym do szerokiego patrzenia na świat. Interesowania się wszystkimi dziedzinami nauki i w miarę możliwości rozwijania  jak najwięcej swoich umiejętności. Sam mogę powiedzieć, że nigdy nie myślałem, że zostanę księdzem, a już na pewno nie śniło mi się, że będę mieszkał na angielskiej wyspie. Życie jest piękne i usłane różnymi scenariuszami, trzeba umieć dostosować się odpowiednio do sytuacji życiowej.  Jednym słowem - DROGA MŁODZIEŻY, BĄDŹCIE ZARADNI ŻYCIOWO.

 

Gdyby był Pan świeżo upieczonym maturzystą, jaką drogą poszedłby Pan dzisiaj? Czy doświadczenie, które Pan obecnie posiada, zmieniłoby Pana plany na przyszłość?

Nadal zostałbym księdzem, bo takie jest moje powołanie.